Klasy komunikacji z Federico Bettonim

Relacje z seminariów, warsztatów i zajęć o tematyce psiej komunikacji.
Ala od Jazza
Ekspert
Posty: 313
Rejestracja: 08 lut 2017, 13:23
Imię psa: Jazz i Cliff

Klasy komunikacji z Federico Bettonim

Post autor: Ala od Jazza » 16 maja 2017, 16:29

Niedawno wróciłam z tygodniowych klas komunikacji, o których więcej pisałam tutaj: viewtopic.php?f=44&t=64

Otóż spieszę z relacją...

Jak już wcześniej lakonicznie napisałam, z tygodnia zrobiło się dokładnie 4 dni, ponieważ niemal w ostatniej chwili dostaliśmy informację, że jedna z prelegentów, Barbara Moletta, nie może przyjechać do Polski. Na całe szczęście, ja, Paula (forumowa FarAja) i jeszcze jedna nasza koleżanka Ewa, której niestety nie ma tu wśród nas na forum (i chyba za to użyję na niej komunikacji agresywnej ;) ) byłyśmy do Barbary zapisane tylko jako obserwatorki. Natomiast na 4 dni z Federico Bettonim zapisałyśmy się jako uczestniczki praktyczne - co oznaczało, że nasze psy były brane pod uwagę przy dobieraniu interakcji.

Mimo odwołania pierwszej części klas, postanowiłyśmy pojechać zgodnie z uprzednio planowaną datą - w końcu nie codziennie ma się zarezerwowany pobyt tygodniowy w ośrodku, wokół którego rozciągają się wzdłuż i wszerz kilometry lasów ^^. No i urlop od codzienności przydał się chyba każdej z nas. Trzy dni minęły na wielogodzinnych spacerach po lesie, na których nasze psy wiele się od siebie nauczyły.

Same klasy komunikacji minęły zdecydowanie zbyt szybko ;) I czuję niedosyt.
Nie będę się wdawać w szczegóły, bo bym musiała tu pisać i pisać do jutra, natomiast ogólnie rzecz ujmując - merytorycznie zdecydowanie na plus. Organizacyjnie... No, tu już gorzej.

O Cliffie dowiedziałam się ciekawych rzeczy - jest introwertykiem i nie potrafi na bieżąco wyładowywać emocji, które się w nim kumulują i dlatego potem jest taki jazgotliwy. Ma małe kompetencje społeczne i nie radzi sobie z silnymi psychicznie psami, zwłaszcza stosującymi komunikację agresywną. Przejął także opiekę nad nasza gromadką i jak jesteśmy w trójkę (ja, Jazz i Cliff), to czuje się w obowiązku nas bronić i przez to pakuje się w sytuacje, w których potem sobie nie radzi. Jazz z kolei stresuje się tym, że Cliff nas broni i goni ogonek lub wykazuje inne sygnały dyskomfortu związanego z sytuacją.

Zalecenia?
Odzyskanie zaufania Cliffa w moją moc sprawczą
- Przede wszystkim osobne spacery.
- Następnie mądre używanie smyczy, żeby w chwilach trudnych zawsze mieć go blisko i nie dopuszczać do przypadkowych interakcji. Zastawiać go ciałem i bronić do skutku przed podchodzącymi psami. Otrzymałam oficjalną zgodę od Federico na kopnięcie amstaffki, która rzuca się na Cliffa na naszym podwórku - niestety przez to m.in on stracił zaufanie do mnie, będąc na smyczy. Bo smycz ma wyznaczać strefę bezpieczeństwa i gdy pies na niej jest, to naszym zadaniem jest nie dopuszczać w nią ŻADNYCH psów przypadkowo spotkanych, bo każda niemiła dla psa interakcja na tej smyczy burzy jego zaufanie do nas (niby jesteśmy blisko, a i tak dzieje się psu coś niefajnego - lepiej bronić się samemu). I mówiąc o niemiłych interakcjach nie mam na myśli tylko pogryzień i warczenia. Zwykle myślimy, że piesek, który podbiega do nas chce się bawić - psy, które widzą się po raz pierwszy ekstremalnie rzadko się bawią. W znakomitej większości przypadków dochodzi po prostu do testowania siebie (tak tak, to zabawne podskakiwanie i poszczekiwanie to często chęć przestawienia drugiego psa i zamanifestowania swojej przewagi).
- Więcej mam się z nim bawić szarpakami, zwłaszcza po jakichś trudnych emocjonalnie sytuacjach,żeby mógł wyładować swoje emocje.
- Mam budować jego ogólną pewność siebie poprzez np. zabawy węchowe lub naukę sztuczek - tak, by było łatwo i z sukcesami :) Żeby uwierzył w siebie.
No i to ja już sama sobie wykombinowałam, żeby mu jednak też dobierać jakieś sensowne interakcje, by mógł podnosić swoje kompetencje społeczne - a tego bez psów nie zrobię. Całe szczęście, że mamy już takie miejsce i możemy pod okiem dobrego specjalisty pracować regularnie :)

Ok, to teraz negatywy.... Niestety, klasy nie są dla małych psów :( Ogrodzenie ma wiele luk, którymi psy mikro i mini wychodzą, gdy tego bardzo chcą. A że płot w płot sąsiadowaliśmy z końmi jeżdżącymi pod siodłem na ujeżdżalni, to kilka psów miało całkiem sporą motywację, by płoty te sforsować (raz także wskoczył nam koń górą przez ogrodzenie! Na szczęście to było z samego rana i jeszcze żadnych psów na placu nie było).

Przez ogrodzenie górą może wejść każdy i wtargnąć w sam środek interakcji - klasy z zasady mają pozwalać psom zachowywać się jak najbardziej naturalnie, przez co psy zwykle nie są hamowane i kontrolowane. To środowisko ma być na tyle bezpieczne, by nawet jeśli pies szaleje z pianą na pysku w pełnej agresji gotów pogryźć innego osobnika/człowieka, nic nikomu się nie stało. Tutaj niestety jest zbyt duże ryzyko, że jednak coś pójdzie nie tak.

No i Federico trudno było mówić po angielsku, a gdy pojawiła się opcja, by tłumacz przekładał z włoskiego, nie została ona wykorzystana :(

Ogólnie cieszę się, że byłam na klasach, to naprawdę dużo daje. Możemy obserwować psy takie, jakie naprawdę są oraz, jak pozbawione kontroli na każdym kroku, otwierają się i uczą nowych strategii komunikacji z pobratymcami oraz nabywają zaufania do swojego człowieka :) Możemy się także dowiedzieć o sobie samym - często rzeczy dość zaskakujące, bolesne, trudne do zaakceptowania. Ale świadomość jest już połową sukcesu, więc to ważne!
Jeśli sprawy organizacji i bezpieczeństwa zostaną ulepszone w przyszłości, to na pewno jeszcze nie raz tam pojadę.

ODPOWIEDZ