3 psy w domu - nie potrafię sobie poradzić..

Jak zareagować, kiedy pies warczy?
Marianna
Posty: 3
Rejestracja: 08 lis 2019, 21:02
Imię psa: Walter

3 psy w domu - nie potrafię sobie poradzić..

Post autor: Marianna » 08 lis 2019, 23:59

Witam wszystkich bardzo serdecznie.

Jak już napisałam w temacie, mam w domu 3 psy (i 3 koty).
Dawno temu, za górami, za lasami (a właściwie nie tak dawno, bo na początku lipca) miałam w domu 2 przecudowne psy, 8 i 11 lat. Były to psy, o których można by powiedzieć, że miałam szczęście.. Starszy trafił do nas jako 10 tygodniowy szczeniak, młodszy trafił do moich sąsiadów u których było mu bardzo trudno.. Po roku, udało mi się ich namówić na oddanie mi psa.. Kolejne 7 lat było sielanką, nigdy nie interesowałam się behawiorystyką, szkoleniami bo moje psy po prostu były wspaniałe. (przed nimi również miałam wspaniałego psa). Niestety, w lipcu bardzo agresywny nowotwór zabrał nam naszego młodszego psa.. Upewniona w przekonaniu, że miłość do psów to wystarczające narzędzie szkoleniowe, szybko po stracie naszego dzieciaka, zdecydowałam się na adopcję. Z racji, że starszy jest już psem wiekowym zasięgnęłam porady behawiorysty (!!!) pytając, czy lepiej adoptować jednego, czy dwa psy, aby w razie czego mogły czasem "zająć się sobą" zamiast naszym seniorem. Usłyszałam, że to świetny pomysł..
Tak więc na początku sierpnia ze schroniska wzięłam dwa psy - suczkę (wtedy 6 miesięcy) i piesa (wtedy 7 miesięcy).
Jak pewnie wszyscy tutaj się spodziewają, było to najgorsze posunięcie w moim życiu..
Na samym początku okazało się, że psy są przerażone wszystkimi, wszystkim i boją się własnego cienia.. Natychmiast po adopcji udaliśmy się na konsultacje do behawiorysty. Pierwsze spotkanie z moim seniorem było fatalne, a że przewiozłam psy przez pół Polski, to musieliśmy "na już" zamieszkać w jednym domu. O ile młody nie był jakoś szczególnie przerażony seniorem (który nota bene jest najspokojniejszym i najbardziej pro-psim psem jakiego znam), o tyle dziewczę rzuciło się na niego od razu próbując go zjeść, sikając w tym czasie pod siebie i uciekając z piskiem jak tylko do niego dobiegła. Natychmiast zakończyliśmy spotkanie i rozdzieliliśmy dom na dwie części. Przez 4 dni chodziliśmy na równoległe spacery, które niestety przy zbliżeniu się na więcej niż 30 metrów kończył się wyrywaniem, warczeniem szczekaniem młodej w stronę seniora. Wtedy właśnie zaprosiliśmy do domu behawiorystę (nota bene, bardzo polecanego w moim mieście). Widząc jak spokojnego i wyluzowanego mamy seniora, kazał po prostu puścić psy na ogród, ponieważ uznał że smycz doprowadza młodą do takiego stanu. Ona natychmiast się na niego rzuciła, senior - bez żadnego zbędnego "znęcania się" przyłożył ją swoim ciałkiem.. i od tego momentu nie rzuciła się na niego nigdy więcej.. Pojawił się natomiast zupełnie inny problem. Od tego momentu (a proszę zauważyć minęło już 4 miesiące), na jego widok ona dostaje ataku ADHD. Liże go, skacze na niego łapkami, jeśli na nią warknie to robi to jeszcze intensywniej i jeszcze bardziej nachalnie. On stosuje chwyt kagańcowy (łapie ją za pysk zębami, bardzo delikatnie) ale to jeszcze bardziej potęguje jej lizanie, skakanie po nim itd.
On ma jej już dość, Jak ją widzi, zaczyna warczeć. Nie chce obok niej przechodzić, nie chce jeść jak ją widzi. Co gorsza, chce bardzo 'być z nami" (więc chodzi smutny..).

Jest od niej dwa razy większy a po prostu sobie nie radzi. Od kiedy tylko zaczęła go tak "memłać" i dręczyć, staramy się temu zapobiegać..
Najpierw po prostu rozdzielaliśmy ich kiedy tylko do niego podchodziła. Kiedy młoda miała już opanowane podstawowe komendy i imię, staraliśmy się przekierowywać ją na siebie, wołając. Niestety, każde praktycznie staranie kończyło się rozdzieleniem psów ponieważ ona zdaje się tracić słuch w momencie gdy widzi seniora. Za to on dobrze wie, że wołanie może oznaczać smaczka - więc kiedy wołąliśmy ją - leciał on, ona uwieszona na nim, a na końcu trzymający ją za ogon lub nogę młody..
W innych warunkach odwołania mamy opanowane nieźle choć jeszcze nie perfekcyjnie, W tej jednak sytuacji nic nie działa. Po ponad dwóch miesiącach, próbowaliśmy siłowo ją pociągnąć, a następnie po prostu odciągać, timeout w pokoju obok (obie te rzeczy za poradą behawiorysty). Wpuszczona, napada na niego z jeszcze większą energią. Niestety, wydaje mi się że żeby "timeout" był skuteczny, trzeba go powtórzyć wiele razy. A to znów jest ekstremalnie trudne, bo senior po trzeciej takiej sytuacji po prostu ucieka i robi się smutny (i wcale się nie dziwie)..
Co gorsza, im bardziej ona męczy seniora, tym bardziej młody próbuje (chyba?) go bronić. Gdy tylko ona biegnie do seniora, młody łapie ją za ogon, nogę i ciągnie w drugą stronę. To oczywiście zwykle niewiele daje..

Drugi problem, to stosunek dzieciaków między sobą. Od pierwszego dnia mała powarkiwała na młodego bez większych powodów. Od pierwszego (tego który nam polecił w ogóle adopcję dwóch dorastających dzieciaków..) dowiedzieliśmy się, że powinniśmy dać psom rozwiązywać swoje sprawy między sobą.
To samo powtórzył drugi (bardzo znany, polecany) behawiorysta.. Pod warunkiem, że nie leje się krew. Dokładniej, to polecono mi interweniować, póki da się jeszcze psy rozproszyć/przekierować, a jeśli nie zdążę zareagować to dać sobie wyjaśnić sprawy (czyli pozwolić na ew. walkę).

Mała przez cały czas miała tendencję do ataków, moim zdaniem w większości bez powodu. Czasami szło o zabawkę, czasami o znalezisko (typu listek, patyk). Czasami nie było żadnego powodu - młody wchodził do pokoju, a ona zaczynała warczeć. Najpierw zaczynała się w młodego wpatrywać, następnie warczeć, on odwarkiwał i wtedy atak (zwykle ona -> jego ale czasami on ją..). Kiedy tylko widziałam, że zaczyna na niego patrzeć podejrzliwie, to starałam się ją odwołać (kiedy już znała swoje imię). Udało się kilka razy, kilka razy nie poskutkowało i musiałam stanąć między nimi żeby ich rozproszyć. A kilka razy nie udało się i to (albo nie byłam z nimi w danym momencie) i dochodziło do ataku. Bójka zwykle trwała 30 sekund, najczęściej kończyła się tym, że on przykładał ją swoim ciałkiem i kiedy warczenie ustało spokojnie z niej złaził i się wycofywał. Zwykle 1-2 razy dziennie dochodziło do takiego już finalnego spięcia. Natomiast warczenie ok 10 razy dziennie.
Jako że młody rósł i rósł i przerósł ją (jest 2x cięższy w tej chwili) po jakichś 2 miesiącach każdy jej atak kończył się tym, że lądowała pod spodem. Młody bardzo rzadko wykazywał chęć ataku, jedynie w przypadku posiadania gryzaków typu kość, róg itd. (do tego jeszcze wrócę).

Cała sytuacja diametrialnie zmieniła się ok. 4 tygodnie temu. Pewnego wieczoru, po powrocie ze spaceru dzieciaki spały sobie w przedpokoju. Mała chciała prawdopodobnie wstać, ja usłyszałam jak młody wstaje i podbiega do niej i zaczyna warczeć. Wywaliła się na plecy, zaczęła warko-piszczeć a on ją zaatakował pomimo moim zdaniem jasnego przekazu że ona nie chce się bić. Natychmiast rozdzieliłam psy. Po kilku minutach sytuacja się powtórzyła, jednak to był pierwszy raz kiedy walka była z "ciąganiem za futerko" a nie tylko kłapaniem w powietrzu..
Nie polała się krew. Młoda poszła spać do zamkniętego pokoju.. Następnego dnia rano, mała bała się przejść obok niego, a on stawał jakby w pozycji "nawet tu nie podchodź" choć nie warczał. Po kilku minutach, zaczęły się standardowo bawić w ciąganie za uszy, łapki, zabawy sznurkiem, ściganego.. Natomiast wieczorami i porankami młody nie dał jej się ruszyć. Kiedy chciała zejść z łóżka, przybiegał z drugiego pokoju i zaczynał na nią warczeć. Nie ważne, co zrobiła - gdybym nie przerwała (nie stanęła między nimi bo odwołaniem w większości przypadków nie mogłąm sobie poradzić) to by zaatakował.
Przerażona takim rozwojem spraw, śledziłam psy dosłownie cały czas. Każde tylko krzywe spojrzenie kończyło się rozdzieleniem psów.
Po tygodniu młoda dostała swojej pierwszej cieczki. Z racji, że młody nie jest kastrowany - musiałyśmy się wyprowadzić na 3 tygodnie.

Dwa dni temu wróciłyśmy.. No i wróciłyśmy też do punktu wyjścia.
Pierwszego dnia, mała powarkiwała kilka razy na młodego.. Raz go zaatakowała.
Pierwszego dnia wieczorem młody po raz pierwszy zaczął warczeć na nią, gdy chciała zejść z łóżka. Rano nie chciał jej przepuścić w korytarzu.. Warczał i choć zaczęła uciekać z pisko-warkiem - rzucił się na nią. A następnie przez cały dzień jak aniołek, zapraszał ją do zabawy, nie podchodził do niej gdy miała zabawkę tylko kładł się kawałek dalej i (takie mam wrażenie) szczekaniem wołał ją do zabawy. Bawiły się w ściganego, sznurkiem. . Wszystko przeplatane okazjonalnym warczeniem młodej, które przerażona że nic się nie zmieniło - starałam się przekierować .Tzn odwołać, zmusić do rozejścia się.
Wieczorem po spacerze znów zablokował jej przejście i zaczął na nią warczeć..

Dziś po raz pierwszy zdarzyło się, że młody leżał w przedpokoju, senior przyszedł do mnie do pokoju i chciał wejść na łóżko. Młody do niego doskoczył i warknął.. Senior oczywiście wycofał się i uciekł (toż to 35kg psa!!!) To już był dla mnie szok :(

Jestem w kontakcie z behawiorystą, ale może po prostu nie przeanalizowaliśmy wszystkich możliwości. Dodam, że behawiorysta który nas "prowadzi' polecony był mi w dwóch okolicznych schroniskach (swoje psy adoptowałam z innego na drugim końcu Polski), oraz w czterech lecznicach, tych "topowych" w moim mieście.. Nikt nie polecił mi nikogo innego, więc szczerze? Nie wiem co robić.
I od razu uprzedzę, zaproszenie behawiorysty do domu nic nie daje.. Moje psy tak boją się ludzi, że kompletnie się nie pokazują "od problematycznej" strony - pokazują natomiast milion innych problemów.

A teraz na koniec jeszcze krótko, jak pracujemy z dzieciakami.
W związku z tym, że mieszkam z mamą, to wychowaniem zajmujemy się obie.
Codziennie posiłki wydawane są za proste komendy, pozbyliśmy się miski już w drugim tygodniu bycia u nas. Każdy pies osobno dostaje swoją porcję podczas 'osobistych" sesyjek treningowych.
Skończyliśmy kurs behawioralny - 20 dwugodzinnych zajęć grupowych (na które chodziliśmy osobno - jeden pies = jedna grupa).
Psy mają klatki kennelowe i potrafią już iść na miejsce. Mało tego, kiedy rozdzielę młodego od młodej (bo teraz tak szaleje), to nawet nie zdążę go odesłać na miejsce. Sam biegnie do klatki. Natomiast niezamknięty, idzie ją zaraz od nowa sterroryzować. Smaczki gryzaniowe wydawane są tylko w klatkach, bo gdybym dała im gdzie indziej - zaraz by się o nie pogryzły.
Mieszkamy na wsi, więc staramy się jeździć do miasta na spacery co kilka dni, aby psy próbowały się oswoić z ludźmi i psami (poza kursami) bo niestety u nas na wsi oprócz luzem biegających agresywnych psów, do niczego nie przyzwyczaiłyby się raczej..

Powiem szczerze, że od połowy sierpnia nie robię nic innego, jak śledzenie moich psów przez cały dzień. Z mamą praktycznie nie możemy pracować (pracujemy w domu), śpimy jak na szpilkach..
W wychowanie naszych psów wkładamy całe serce, staramy się zasięgać opinii behawiorystów i robimy wszystko co każą, a jest równia pochyła i serio.. brak nam już sił i pomysłów.. Błagam, niech ktoś mi pomoże :(

czarnepotwory
Ekspert
Posty: 330
Rejestracja: 08 lut 2017, 19:00
Imię psa: Kluska, Gofer

Re: 3 psy w domu - nie potrafię sobie poradzić..

Post autor: czarnepotwory » 10 lis 2019, 14:27

Sytuacja, która opisujesz, nie jest moim zdaniem sytuacją, w której pomocne mogą być jakiekolwiek ogólnikowe porady dawane na odległość. Myślę, że potrzebna Ci konkretna współpraca z naprawdę dobrym szkoleniowcem, który dobrze "czyta" psią komunikację i który ma doświadczenie w pracy nad silnymi psimi emocjami. Napisz, skąd jesteś - może uda się doradzić, do kogo mogłabyś zwrócić się o pomoc. Możesz też skontaktować się z Alą Milewską, adminem tego forum https://alaodjazza.pl/ - Ala, jak sądzę, jest odpowiednim człowiekiem, żeby Ci pomóc, a udziela też konsultacji przez skype'a.

Jedna ogólna uwaga: ja osobiście w ogóle nie jestem zwolennikiem zasady, żeby poukładanie wzajemnych relacji zostawiać psom, myślę, że to odpowiedzialność przewodnika. Tutaj link do tekstu, który dla mnie osobiście jest wskazówka w tej materii:

https://alaodjazza.pl/edukacja/psia-psy ... szystkich/

Natomiast w takiej sytuacji, jak Twoja, gdy do starszego już psa-rezydenta wprowadziła się dwójka psich nastolatków, czyli psiaków w bardzo trudnym momencie rozwojowym, z burzą hormonalną w pełnym rozkwicie i to jeszcze po przejściach, z ogromnym bagażem stresu związanym z wprowadzeniem się do nowego domu, ale - sądząc z Twojego opisu - także z jakimiś traumami z przeszłości, w takiej sytuacji wydaje mi się, że sugestia behawiorysty, żeby generalnie pozwolić psom samodzielnie poukładać sobie wzajemne relacje, nie ma prawa zadziałać. Ta sytuacja dla wszystkich trzech psów jest po prostu za trudna, a z Twojego opisu wynika, że jej dynamika raczej nie prowadzi do wyciszenia problemów, tylko do generowania kolejnych. Time-out też chyba nie ma prawa za bardzo zadziałać, bo suczka najwyraźniej nie potrafi sobie poradzić z własnymi emocjami, a time-out w żaden sposób jej nie uczy, jak ma to zrobić.

Marianna
Posty: 3
Rejestracja: 08 lis 2019, 21:02
Imię psa: Walter

Re: 3 psy w domu - nie potrafię sobie poradzić..

Post autor: Marianna » 11 lis 2019, 15:02

Jestem z Rzeszowa

Ala od Jazza
Ekspert
Posty: 314
Rejestracja: 08 lut 2017, 13:23
Imię psa: Jazz i Cliff

Re: 3 psy w domu - nie potrafię sobie poradzić..

Post autor: Ala od Jazza » 12 lis 2019, 21:44

Cześć! :)

No, tak.. Sytuacja ciężka, rzeczywiście, zamiast sielskiego życia, macie koszmar :(

Agata już napisała - ciężko coś doradzić bez konkretnego wywiadu, tu liczy się najdrobniejszy szczegół. Czy możemy się zdzwonić? Niestety w Rzeszowie nikogo nie mam do polecenia, ale chętnie bym pomogła zdalnie. Paradoksalnie całkiem dobre efekty to daje :) Mój numer to 888516466, więcej info o konsultacji online tutaj: https://alaodjazza.pl/konsultacja-telefoniczna/

Marianna
Posty: 3
Rejestracja: 08 lis 2019, 21:02
Imię psa: Walter

Re: 3 psy w domu - nie potrafię sobie poradzić..

Post autor: Marianna » 13 lis 2019, 16:21

Pani Alu, bardzo chętnie skorzystamy..
Mogłabym prosić o jakiegoś maila? Tam opiszę co mi do głowy przychodzi i od razu ustalimy datę konsultacji.

Edit: ślepa kura, znalazłam już na stronce (nie wiem jak to ja wcześniej patrzyłam)
Ostatnio zmieniony 13 lis 2019, 19:27 przez Marianna, łącznie zmieniany 1 raz.

czarnepotwory
Ekspert
Posty: 330
Rejestracja: 08 lut 2017, 19:00
Imię psa: Kluska, Gofer

Re: 3 psy w domu - nie potrafię sobie poradzić..

Post autor: czarnepotwory » 13 lis 2019, 18:20

Fajnie, mam nadzieję, że Ala Wam pomoże. Będę trzymać kciuki.

ODPOWIEDZ